|
piątek, 27 stycznia 2012
Nie cierpię zimy
Wręcz nienawidzę. Powinienem się urodzić w jakimś ciepłym kraju, a nie co roku nosić na sobie kilogramy ubrań. Nie cierpię skrobać co rano samochodu i zastanawiać się czy na pewno odpali. Nie cierpię zasmarkanego nosa kiedy wchodzi sie z zimna do ciepła. Nie cierpię zaśnieżonych i śliskich dróg. Nie cierpię rachunków za ogrzewanie. Nie cierpię niczego co z zimą jest związane. Dobra. Pomarudziłem to mogę się wziąć do pracy. Idę odśnieżyć ten cholerny podjazd do domu.
wtorek, 24 stycznia 2012
Ja - zły pirat
Przyznaję się bez bicia zdarza mi się czasem ściągnąć z internetu jakiś film. Dlaczego?? Odpowiedź najprostsza i chyba najbardziej prawdziwa - bo mogę. Czy czuje się jakbym kogoś okradał?? Nie nie czuję A dlaczego?? A dlatego ze w życiu nigdy nie wydałbym takich pięniędzy jakie żądają koncerny za filmy klasy B i C. Na filmy klasy A chodzę do kina, a na zwykłe zapychacze czasu nie będę wydawał pieniędzy w okolicy 60 złotych za film. I czyja w tym wina?? w dużej mierze koncernów medialnych Dlaczego?? Bo uparli się że jak chce oglądnąć jakiś film to musze kupić DVD po średnio 60 złotych za film. Tylko problem polega na tym ze ja nie chcę tego filmu mieć w swojej kolekcji tym samym nie chce go kupować w wersji płytowej. Ja go chcę oglądnąć i wykasować. Nie potrzebuję filmu oglądać i rozpamietywać ten moment przez posiadanie płyty. Więc dopóki same koncerny nie pójdą po rozum do głowy i nie udostępnią możliwości ściągania plików z filmami za małą cenę do tej ory ludzie będą piracili. I to nawet nie chodzi o koszty ale o wygodę. Ktoś powie że przecież są portale typu ipla gdzie można zapłacić i oglądnać film. Owszem są. Ale nie pozwalają mi tego filmu ściągnąć na dysk i oglądnąć wtedy kiedy będę miał na to ochotę tylko muszę działać w trybie zapłaciłeś to już oglądaj. A jak chcesz drugi raz oglądnąć bo na przykład usnąłeś to płac drugi raz. I słowo daję jestem w stanie za każdy film zapłacić w granicach od 3 do 10 złotych, żeby zabić w sobie to straszne poczucie że "okradam" biednych Panów managerów z wielkich ale strasznie biednych koncernów medialnych, tylko żeby sami dali mi na to szansę.
I jeszcze jedno pytanie. Dlaczego kiedyś nagrywanie piosenek z radia było ok, a teraz jak ktoś sobie robi kopię mp3 z youtuba, to już niektórzy widzą w tym zagrożenie dla praw autorskich?? Dziwny jest ten świat, coraz dziwniejszy
czwartek, 19 stycznia 2012
Aborcja nie jest w Polsce problemem
Mój polityczny "ulubieniec Januszek "zmieniam poglądy co 5 minut" Palikot wyskoczyl na nowo z tematem liberalizacji ustawy aborcyjnej w Polsce A mówiąc szczerze bawi mnie pogląd feministek ze brak dostępu do powszechnej aborcji jest w Polsce problemem. Problemem w Polsce jest kompletnie nie prorodzinna polityka. Przecież nikt mi nie wmówi że kobieta woli zabić swoje dziecko niż wychować je gdyby miała przez Państwo stworzone warunki do jego wychowania. I w zwiazkuz tym mam pytania -Dlaczego feministki w Polsce głównie krzyczą o powszechność aborcji -Dlaczego nie walczą o zmiany w Kodeksie Pracy promujace macierzyństwo ( choćby o tworzenie przedszkoli i żłobków przyzakładowych ) - Dlaczego nie walcżą o tworzenie dużej ilości przedszkoli i żłobków państwowych - Dlaczego nie walcza o możliwość wykonywania przez rodziców pracy w domu co znacznie by im ułatwiło pracę i decyzje o posiadaniu większej ilości dzieci - Dlaczego nie walczą o ochronę miejsca pracy po urlopie wychowawczym albo amcierzyńskim
wtorek, 17 stycznia 2012
Po co księża głoszą kazania??
Tak sobie myślę że o ile więcej ludzi chodziło by na msze gdyby nie homilia potocznie zwana kazaniem. Problem z kazaniami jest taki że w większości przypadków sa do bólu nudne, a osoby je wygłaszające same do końca nie wiedza o czym chcą mówić. Kiedyś ksiadz redaktor w radiu katolickim, którego poznałem powiedział ze kazanie powinno trwać maksymalnie 5 minut bo potem ludzie koncentruja się na wszystkim tylko nie na słuchaniu ksiedza i w ogóle wybijają się z rytmu mszy. Ale niestety do większosci księży to nie dociera, bo każdemu z nich wydaje się że głosza jakieś niasamowicie objawione rzeczy, które zmienią świadomość ludzi słuchających. Problem olega jednak na tym, że w większosci albo kazanie jest do bólu filozoficzne i własciwie nikt poza autorem nie wie o co chodzi ( a czasem pewnie i sam autor nie wie ), albo jest to kazanie co prawda o czymś ale podane w taki sposób że tez nie wiadomo do czego autor zmierza. Spotkałem kilku księży w swoim życiu, którzy potrafili głosić kazania i których słuchało się z przyjemnością, ale od razu było widać że to kazanie jest głęboko rpzemyślane, a przede wszystkim dotyka życia codziennego, a nie krąży koło jakiś ogólników. Poza tym te dobre kazania z reguły były krótkie, bo jeśli temat się rozwleka to traci on na tym cały przekaz. I aż dziw bierze, ze większość księży tego nie wie albo udaje ze nie wie. I dlatego mam apel ( wiem, wiem którego nikt z księży nie przeczyta ) Skróććie te kazania albo ich nie głości wogóle. Bo to jest 15 minut wyjętych ze mszy kiedy równie dobrze można walnąć w kimono i nic się nie straci. A jeśli już glosicie kazania to nie próbujcie byc bardziej filozoficzni od świętego Pawła tylko głoście je prostym językiem o sprawach które dotyczą codziennego życia i róbcie to w sposób prosty jakbyście rozmawiali z kimś twarzą w twarz, a nie jak profesor z katedry do studentów próbujac się popisać swoją wiedza. Bo zwłaszcza dla młodych obecna forma mszy jest coraz mniej atrakcyjna i takie głoszenie komunałów przez 15 minut tylko odstrasza, a nie zachęca i potem biadolenie że coraz mniej ludzi w kościołach. A że ludzi mniej to niestety coraz wieksza w tym wina ksieży.
piątek, 13 stycznia 2012
Rodzice to jakieś głupie są
Ponieważ moja żona jest nauczycielką mam stały dopływ informacji na temat tego jak zdrowo pojebani są dzisiejsi rodzice. Ale przypadku z wczoraj po prostu nic dotychczas nie przebiło. W skali bycia durnym rodzicem 10 na 10. Przyszedł ojciec ucznia robić awanturę bo jego syn dostał "3" na półrocze z chemii. Więc nauczyciel pokazał oceny i mówi że z ocen jak byk wychodzi "3" i o naciagane. A ojciec na to niemożliwe bo przecież on jest doktorem chemii na uniwersytecie i to niemożliwe żeby jego syn chemii nie umiał. Nie wiem czy Pan był dobry tylko z chemii, a z biologii nie najlepszy bo nikt go nie nauczył że wiedza nie przenosi się w genach ale mniejsza o to. Zażądał pokazania sprawdzianów które syn pisał. Poprzeglądał, nie miał sie do czego przyczepić wiec postanowił zrobić test czy nauczycielka w ogóle wie co wykłada i zaczał jej zadawać pytania z zakresu chemii na poziomie uniwersyteckim. Nauczycielka stwierdziła że w taki sposób nie będą rozmawiać bo nie ma żadnego obowiązku zeby odpowiadać na jego pytania. Wobec czego zdenerwowany bardzo ważny Pan Doktor poszedł zdenerwowany ze szkoły, po czym wrócił po godzinie z pismem do dyrektora szkoły i do wiadomości kuratorium z wnioskiem o przeprowadzenie egzaminu państwowego z chemii dla Pani nauczycielki żeby wykazała czy posiada kwalifikacje do uczenia chemii, a on jako doktor chce być członkiem egzaminaycjnym komisjii.
I tu mi się zawsze nasuwa. Skąd się biorą tacy pojebani rodzice i dlaczego uważają że ich dzieci sa jakieś wyjątkowe i muszą być omnibusami akurat w dziedzinie w której rodzice chcą by nimi byli. A co do synalka bardzo ważnego doktora to prawda jest taka że obecnie jest w wieku ze nauka interesuje go tyle co zeszloroczny śnieg i na wszystko kłądzie lagę, chemii nie wyłączawszy. I tu pytanie co robi Pan Doktor w dou że nie umie syna przypilnować tylko całą odpowiedzialność za wychowanie zrzuca na szkołę, co teraz jest wręcz niepisaną modą wśród rodziców Za to teraz dyrektorka szkoły będzie musiała jak najbardziej dyplomatycznie odpisać Panu Doktorowi że jest idiotą i swój wniosek może sobie wsadzić tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
wtorek, 10 stycznia 2012
Załóżcie te cholerne odblaski
Nienawidzę jeździć autem w nocy, a szczególnie w zimie jak każdy za punkt honoru uznaje żeby ubrać się jak najciemniej. Jeszcze pal licho w mieście gdzie są latarnie i chodniki. ale jak trzeba przejechać przez wioski gdzie ludzie łażą droga to jest masakra. Idzie taki cholerny duch na czarno ubrany, nie widać go za cholerę, a zauważasz go jakieś dwadzieścia metrów przed sobą i jeszcze menda, zamiast iść poboczem to idzie radośnie środkiem Twojego pasa, bo przecież w swoim mniemaniu jest albo nieśmiertelny albo to nie jego obowiązkiem jest zejść z drogi tylko obowiazkiem kierowcy jest wymyślić że on tam pomyka. Chciałbym więc obowiązkowego ustawowego nakazu łażenia po zmroku z elementem odblaskowym po to żeby uratować życie kilku tumanom, którzy uważają że jak się ubiorą w czarny płaszcz, czarną czapkę i koniecznie jeszcze założą na durny łeb czarny kaptur, a do uszu wsadzą słuchawki i na cały regulator puszczą muzykę umca umca to nic się im nie stanie bo każdy kierowca ma przecież sokoli wzrok i dostrzeże ich z kilometra. Nie wiem skąd się bierze taka durna mentalność ale potem statystyki zabitych pieszych pokazują jak bardzo błędne jest to założenie Dlatego na miły Bóg albo się po zmroku ubierajcie w coś jasnego albo kupcie sobie za 3 złote odblaskową opaskę, żeby coś z tych 100 metrów mignęło i można się było domyślić że tam jakiś duch idzie. Bo te 3 złote mogą Wam uratować życie, nie tylko pieszemu ale i kierowcy który nie będzie musiał przeżyć całego życia ze swiadomością że kogoś zabił.
A Swój dzisiejszy wpis dedykuje durniowi na czarno ubranemu który szedł tyłem środkiem mojego pasa, ze słuchawkami na uszach i jeszcze był mocno oburzony jak wysiadłem z auta i poczęstowałem go stekiem niewybrednych wyzwisk
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Robienie loda
Naszła mnie wczoraj ochota na loda. A że do sklepu nie chciało mi się iść to pomyślałem że zostanę bohaterem w swoim domu i loda zrobię sobie sam. Znalazłem przepis i o dziwo wyszły naprawdę dobre więc postanowiłem się przepisem podzielić.
Na początek trzeba wziąć szklankę i dwa razy napełnić ją mlekiem, potem do tej samej szklanki do pełna wlewamy śmietanę 30% ( której przeważnie i tak nie ma w domu wiec trzeba gonić do sklepu w którym sa gotowe lody ) Mleko i śmietanę wlewamy do jednego garnka i dosypujemy cukier waniliowy ( można dwa jak ktoś lubi bardziej niz mniej waniliowe lody ). Jak już to wymieszamy to teraz trzeba to zagotować. W tak zwanym międzyczasiu bierzemy 6 żółtek i ucieramy je z połową szklanki cukru ( jak ktoś lubi słodsze lody niech sobie wsypie więcej ). Jak się nam z tego zrobi ładna masa to powoli wlewamy mleczno śmietanowy płyn cały czas ucierając. Mleko śmietanowe ma być chłodne, bo jak wlejemy gorące t bedziemy po kosztach i nam nie wyjdzie Jak już ładnie się wszystko wymiesza to nalezy to jeszcze podgrzać ( ale broń buk nie zagotować) A jak podgrzejemy i zrobi się z tego jednolita konsystencja to najpierw odstawiamy do schłodzenia a potem wrzucamy do zamrażarki. Wychodża troche inne niż te sklepowe ale tez bardzo dobre wiec przepis jako sprawdzony moge polecić
I kto powiedział że mężczyzna sobie sam loda nie może zrobić.
czwartek, 05 stycznia 2012
Ma Pan problem - poproszę 100 złotych
W ramach nagłego pomysłu, zachęcony opowieściami moich kolegów i koleżanek postanowiłem tak dla własnej ciekawości wybrać się do psychologa. Pomyślałem ze człowiek prawie 30 letni a nigdy nie był wyrzucić z siebie brudów swojej świadomości i podświadomości to czas najwyższy doświadczyć tego podobno cudownego stanu po opuszczeniu gabinetu psychologa. No i pierwszy raz już za mną ale żeby mi się spodobało to nie powiem. Owszem obsmarowałem u Pani psycholog wszystkich których znam i do których żali mam cały ocean, a konkluzją Pani psycholog było to ze mam problem. No wiem że mam - wiem to od ładnych kilkunastu lat, ale to wiedziałem i bez wydania 100 złotych. Myślałem że ludzie ida tam wyrzygują swoje frustrację,a potem Pani psycholog mówi ze sa wspaniali cudowni i każdy przedstawiciel płci przeciwnej wrecz marzy by być z nim w zwiazku. A potem z radością płaća pieniażki za swoisty katharsis i wychodża. A tu dupa. Ma pan problem 100 złotych poproszę. No to teraz mam dwa problemy wkurw na cały świat i portfel chudszy o 100 złotych powodujący jeszcze wiekszy wkurw. W związku z tym uznałem że jako typowy gatunkowy odmieniec również do psychologa się nie nadaję, ewentualnie sam się nieformalnie zajmę tą działką. Będą do mnie przychodzić ludzie mówić przez godzinę o tym co na wątrobie im leży, ja będę zadawał głupie pytania ni z gruchy ni z pietruchy, a po godzinie powiem nalezy się stówa bo ma Pan problem. Złoty biznes. Nie ma co.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Przepowiednia na 2012 rok
Napiłem się wczoraj rumianku i miałem wizję dotyczącą 2012 roku i o to co opary tego paskudnego zioła mi podpowiedziały - Polska wyjdzie z grupy na EURO 2012, a w ćwierćfinale dostanie solidny oklep od Holandii - Mistrzem Europy zostana Niemcy - Z igrzysk olimpijskich przywieziemiy 11 medali - Strefa EURO się rozpadnie - Unia Europejska się rozpadnie na dwie części - północną i południową - W Polsce na jesieni zaczną się rozruchy społeczne - A w wyniku rozruchów będa nowe wybory na wiosnę 2013roku - Nie będzie żadnej nowej wojny - A kryzys finansowy doprowadzi do znacznego spadku cen mieszkań i znacznego wzrostu cen benzyny - EURO dopoki będzie istnieć dojdzie do prawie 5,50, a frank szwajcarski do 4,50 - Obama przerżnie wybory w USA - A Putin wygra w Rosji - Jeden kraj w Europie podzieli się na dwa - W Polsce będzie piękny słoneczny czerwiec i sierpień, a w lipcu będzie lało - Klęsk żywiołowych nie bedzie prawie wcale trafia sie moze 2 czy 3 trąby powietrzne - A ja wygram w Multi Lotka dużo pieniędzy i spłące kredyt mieszkaniowy
Dlatego pijcie rumianek bo jest zdrowy -
piątek, 30 grudnia 2011
Jak cudownie jeździć po Polsce
Uwielbiam powrót od moich teściów z Podkarpacia po świętach. Jazda po polskich drogach powinna być na zachodzie sprzedawana jako wycieczka survivalowa. Płacisz pińcet euro i mozesz śmigać po zadupiu drogowym Europy, cena nie obejmuje kosztów ewentualnego pogrzebu. Ale wracajac do tematu. Krótka relacja z wczorajszej trasy Na początek moja ulubiona droga krajowa nr "4" pomdzy Przeworskiem, a Rzeszowem. Niby 4 pasmowa wiec można by jechać, ale gdzie tam. Jakiś durny dureń, postanowił najebać co pól kilometra wysepek, ograniczeń prędkości związanych z wysepką oraz nieodzownego w tym miejscu, dodawanego do kompletu fotoradaru. Wyglada to wiec tak. Jedziesz 90, znak ograniczenie 70, ograniczenie 50, wysepka + fotoradar, przejeżdząsz, rozpędzasz sie do 90 na godzine po to by za 200 metrów hamować bo ograniczenie do 70, ograniczenie do 50 wysepka i fotoradar. I tak niemal przez całe jebane 37 kilometrów. Potem następuje atrakcja w postaci zakorkowanego Rzeszowa. Korki naprawdę niczym w Warszawie, bo wczoraj pobiłem tu rekord jadąc około 3 kilometry przez centrum miasta prawie 45 minut. Mógłbyś oczywiście pojechać obwodnicą, gdyby nie fakt, ze jakiś następny tuman zaprojektował obwodnicę przez środek miasta i dodatkowo obudował ją centrami handlowymi. Więc coś co się zwie obwodnica jest tak naprawdę jedną z najbardziej zakorkowanych ulic w Rzeszowie. Jak już jakimś cudem wyjedziesz z Rzeszowa jedziesz przez krainę całorocznych rowerzystów. Nie wiem czemu tak jest ale nigdzie nie widziałem tylu rowerzystów co na Podkarpaciu. Jest ich tam tysiące, a do kompletu są jeszcze cholerne traktory wlokące się w grudniu po głównej wąskiej drodze między Kolbuszową a Nową Dębą. I ani tego wyprzedzić nie ma jak bo też wysepek od groma, a poza tym ruch w drugą stronę sporawy. Tylko się zastanawiam po co jeździć w grudniu traktorem - żniwa jakieś są czy ki diabeł. Jak już opuściłem Podkarpacie dotarłem do mojej ulubionej "perły" na trasie. Ostrowiec Świętokrzyski. Niby małe miasto, a wiecznie tak zakorkowane że pół godziny w korku to minimum. Wczoraj jeszcze ktoś postanowił zrobić dodatkową atrakcję dla kierowców i zamknął tradycyjną droge na Radom pisząc na znaku, iż należy się kierować objazdem. I to był jedyny znak dotyczący przebiegu objazdu. Potem jak już wjechałeś w Ostrowiec to jedziesz chuj wie gdzie i kończysz jak piszący te słowa za granica miasta nie po tej stronie co trzeba i tylko dzięki uprzejmości tubylca dowiadujący się że nadłożyłeś bez sensu kilka kilometrów. Później jest kolejne ulubione miejsce. A mianowicie las wjeżdzania komuś w dupe. To dwa słynne lasy w okolicach Iłży gdzie panie wątpliwej reputacji nawet w grudniu wystawiają swoje "wdzieki" na widok publicznych, w celu zaciągnięcia samców w krzaki za niewielką opłatą w celu dla mnie nieznanym. A durne samce, zachowują się jakby pierwszy raz babe widzieli i zamiast na drogę gapią po lasach że a nóż kawałek "akcji" dostrzegą. I przeważnie kończy sie to tym że jeden drugiemu wjeżdzą w zadek. Wreszcie kolejna przeszkoda - Radom. Choć tu własciwie można mieć tylko zastrzeżenia co do jednego wiaduktu wyglądajacego jakby był świeżo po II wojnie światowej i cięzkich bombardowaniach, ale postawili znak ograniczenia do 30 znaczy tak ma być i koniec. Taki lokalny folklor Później tylko długa fajna prosta i obowiazkowy skrót do mojej podwarszawskiej mieściny i jestem w domu. 7 godzin nerwówki i można posadzić dupe we własnym fotelu. Święta się skończyły, polskie drogi tym razem mnie nie zabiły. Alleluja byle do Wielkanocy. |
Zakładki:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||